Dobiega końca kadencja Rady Miejskiej w Łodzi. Nadchodzi czas podsumowań, ocen i snucia  planów na przyszłość. O ocenę mijających 4 lat w kontekście rowerowym, pytamy kolejnego z radnych - Bartosza Domaszewicza

Postanowiliśmy spytać łódzkich radnych o inwestycje rowerowe, o rozwój ruchu rowerowego w mieście oraz o plany na przyszłość. Z 43 radnych łódzkiej Rady Miejskiej wybraliśmy kilkoro z którymi przeprowadziliśmy wywiady. W rzeczywistości to radni wybrali się sami - interesując się i działając na rzecz "zrowerowania" Łodzi w ciągu ostatnich czterech lat kadencji. Dzisiaj rozmowa z Bartoszem Domaszewiczem, który był między innymi współautorem uchwały wzywającej prezydenta Łodzi do stworzenia Wytycznych rowerowych, oraz autorem uchwały o karcie brukselskiej czy o pełnomocniku rowerowym.

Czy jest Pan dumny z łódzkiej infrastruktury rowerowej?
Nie jestem dumny z tej infrastruktury. Bo to co można powiedzieć o ścieżkach rowerowych w Łodzi, bo nie nazwałbym tego drogami rowerowymi, to że trudno nazwać je infrastrukturą rowerową - czyli połączonym systemem komunikacji. Możemy jedynie mówić o pojedynczych odcinkach, które łączą pewne miejsca w Łodzi. Tak więc nie ma infrastruktury rowerowej, a tym bardziej nie można być z niej dumnym.

Czy uważa Pan, że kwota zapisana w Wieloletnim Planie Inwestycyjnym (30mln zł) na infrastrukturę rowerową jest wystarczająca?
Jeśli mówimy o kwotach wpisanych do WPI związanych z rozbudową systemu rowerowego w Łodzi, to na wielkość kwot jakie powinny się tam znaleźć, wpływają dwa czynniki. Pierwszy to zdolności budżetowa miasta - jak wiele miasto może wydatkować. A drugi to jak jednostka budżetowa może to skonsumować. 
I my teraz mamy te środki budżetowe w kwocie 29,5 mln złotych do 2014 roku, ale mamy problemy z ich wydatkowaniem. Tak więc mając to na uwadze, gdyby udało się miastu wydać tę kwotę byłbym usatysfakcjonowany. A jeszcze bardziej byłbym zadowolony gdyby ZDiT stawiało na Radzie Miasta wniosek o zwiększenie tej kwoty o 100%, to nie byłoby wątpliwości, że jest w stanie je wykorzystać. Bo gdyby się chciało zbudować cały system dróg rowerowych, parkingów i kontrapasów, odpowiednio oznakować drogi a później przeprowadzić audyt, to uważam, że tych środków powinno być więcej. Sam złożyłem interpelację do prezydenta z pytaniem jak wygląda wykorzystanie środków w tym roku. Czekam na odpowiedź.

Czy zna Pan jakieś rozwiązania rowerowe stosowane w Polsce lub Europie, a które widziałby Pan w Łodzi?
Znam trzy takie rozwiązania: rowerostrada, system rowerów miejskich oraz kontrapasy. Poza tym chciałbym w Łodzi doczekać się podpisania “karty brukselskiej” oraz powołania pełnomocnika rowerowego tzw. “oficera rowerowego” [od red. radny Domaszewicz jest projektodawcą uchwał Rady Miejskiej w tych sprawach]. Ja co prawda interesuję się takimi rozwiązaniami, ale to nie jest specjalnie odkrywcze - wystarczy poświęcić na to z godzinę szukania w internecie. 
Podoba mi się także pomysł jaki podsunął mi Wojtek Makowski [od red. rzecznik niezmotoryzowanych] z tzw. normatywem w pozwoleniach na budowę, czyli obligatoryjnym przeznaczaniem miejsca na rowery w budynkach użyteczności publicznej i mieszkaniowej. Bo to wytrąca argument przeciwników rozwoju ruchu rowerowego, którzy mówią o braku miejsca do trzymania rowerów.

Może jednak trzeba zacząć wymagania od siebie? Obecnie rzadko który budynek Urzędu Miasta ma przed swoją siedzibą stojak. Co dopiero mówić przed siedzibą partii.
Jeśli się nie mylę, to przed UMŁ stojaki są dwa. Inna sprawa to jakość tych miejsc i zgodność ich z Wytycznymi. Natomiast co do braku stojaka przed siedzibą mojej partii (red: ul. Piotrkowska 61), to problem polega na tym, że nie jesteśmy właścicielem tego budynku czy nawet lokalu czy podwórka. Oczywiście istnieje możliwość poproszenia administratora budynku, że przyjeżdżają do nas interesanci na rowerach i nie mają gdzie zaparkować. Postaram się to sprawdzić, bo to nie powinien być problem.

Czy rowerzyści powinni mieć głos w sprawach infrastruktury rowerowej? Jak zamierza Pan to ułatwić / zorganizować, aby ich opinia była brana pod uwagę?
Myślę, że dobrą formułą jest jakaś reprezentacja. Bo trudno sobie wyobrażać, taki stały komitet konsultacyjny w układzie kiedy na spotkaniach są różne osoby i różne głosy. Dlatego dobrze by było, aby wyłonić jedną osobę, która będzie reprezentowała interesy rowerzystów w magistracie.
Taka osoba mogłaby wtedy konsultować rozwiązania ze środowiskiem rowerowym i następnie wdrażać je w mieście. Bo same spotkania z wieloma osobami są raczej mało efektywne. Przykładem niechaj będą spotkania rowerzystów z dyrekcją ZDiT, gdzie były dziesiątki tematów, ale bez konsekwencji. Bo takie zebranie powinno się kończyć jakimiś protokołem, który ma moc w obiegu dokumentów urzędniczych. A tymczasem miały jedynie służyć rozładowaniu emocji rowerzystów - na zasadzie “dajmy się wygadać wariatom”.

Czy ulice jednokierunkowe powinnny być otwarte dla rowerzystów w obu kierunkach?
Dla kontrapasów pełna zgoda. Takie otwarcie ulic jednokierunkowych dla ruchu rowerowego w obu kierunkach, musi mieć jakiś cel. Tym celem jest możliwość skomunikowania różnych stron miasta, zwłaszcza z ulicą Piotrkowską.

A pasy rowerowe?
Dla mnie naturalnym miejscem aby je wyznaczyć, to ciąg ulicy Zielonej i Narutowicza. Następnie trzeba się zastanowić, które ulice przecinające Piotrkowską powinny być jeszcze z pasami rowerowymi. Oczywiście nie wszystkie, bo nie wiem czy jest to potrzebne.

Które inwestycje rowerowe uważa Pan za najważniejsze w najbliższej kadencji i będzie działał na rzecz ich pilnej realizacji? Dlaczego te?
Przede wszystkim połączenia między kampusami i uczelniami. Udrożnienie komunikacji rowerowej zmierzającej do ulicy Piotrkowskiej i ulic przyległych. I oczywiście umożliwienie pozostawiania rowerów przy dworcach kolejowych, tak aby jadący np. do Warszawy mogli bezpiecznie pozostawić je w Łodzi.

Czy zamierza Pan przyjeżdżać do pracy rowerem
Nie zamierzam jeździć rowerem do pracy. Przede wszystkim bo wożę ze sobą wiele rzeczy, a poza tym oczekuje się ode mnie bycia w garniturze. Nie mam osłony na łańcuch i brudziłbym sobie nogawkę. No i drugi powód to brak infrastruktury rowerowej - z Radogoszcza na którym mieszkam, musiałbym jechać ulicą Zgierską, która nie jest za sympatyczna do jazdy rowerem.

Nie słyszał Pan o Lodz Cycle Chic?
Z pewnością to sprawdzę i pooglądam. Ale zmiana roweru na miejski wydaje się interesująca.

A co z ułatwieniem innym pracownikom Urzędu Miasta i Radnym przyjeżdżania rowerem do pracy?
Jestem głębokim zwolennikiem udogodnień dla urzędników i radnych. Przede wszystkim jakieś zadaszone miejsce do parkowania roweru. Moim zdaniem powinno się też wprowadzić ruchomy czas pracy w urzędzie. Wyeliminuje to przede wszystkim skumulowanie potencjalnych chętnych do używania pryszniców - jeśli każdy urzędnik mógłby przychodzić o nieco innej porze, nie byłoby konieczności rozwijania zaplecza sanitarnego na szeroką skalę.

Ale wprowadzenie ruchomych godzin pracy leży w kompetencjach radnych?
Zmiany regulaminu pracy w urzędzie wprowadza się zarządzeniem prezydenta. Wiadomo, że jako radny tego nie zmienię.

Na ile koledzy radni znają strategiczne dla Łodzi dokumenty - Studium uwarunkowań (koncepcję przebiegu dróg) i Wytyczne rowerowe?
Mam poczucie, że wielu radnych nauczyło się podczas kadencji, że nie trzeba sięgać do dokumentu, że wystarczy pobieżna wiedza, a i tak każdy wie jak ma głosować bo wypracowano stanowisko w klubie. Dobrym tego przykładem jest właśnie Studium. Ja na przykład dlatego głosowałem przeciwko (red: większość PO głosowała za przyjęciem), bo wyszedłem z założenia, że lepiej poczekać jeszcze z dwa lata niż przyjmować złe Studium i przez 50 lat konsumować jego złe efekty. Jestem pewien, że jest wielu radnych którzy nawet nie zajrzeli do Studium.

A do Wytycznych rowerowych?
Nie no, zapomnijmy o tym.

Jak ocenia Pan przebieg prac nad wytycznymi rowerowymi?
Byłem zdziwiony przebiegiem prac nad tym dokumentem. Od samego początku inicjatorem było środowisko rowerowe, więc była pewność, że nie chodzi tu o robienie komuś dobrego “pijaru”. Inicjatorzy zwrócili się z prośbą o pomoc przy tym dokumencie do wszystkich stron politycznych. Dlatego wielkim zdziwieniem było dla mnie, że gdy Wytyczne były już gotowe, prezydent Kropiwnicki wycofał ten punkt z porządku obrad, tłumacząc aby “nie robić splendoru radnym”. Po czym cichaczem wprowadził Wytyczne jako zarządzenie prezydenta. To działanie było ze szkodą dla Wytycznych, bo nie było czasu o nim porozmawiać, ani przedstawić ich walorów. Natomiast na plus oceniam to, że były konsultacje z rowerzystami. To dało możliwość wyrobienia sobie własnego zdania przez urzędników ZDiT i wiceprezydenta Jarosława Wojcieszka, którzy uczestniczyli w pracach zespołu pracującego nad Wytycznymi.

W takim razie pełnomocnika rowerowego powinien wprowadzić zarządzeniem prezydent Miasta czy radni nowej kadencji?
Oczywiście, że to prezydent podejmuje ostateczną decyzję i formalnie to on podpisuje umowę ze swoim pełnomocnikiem. Ale wydaje mi się, że takie stanowisko kierunkowe radnych także jest potrzebne. Bo dzięki temu radni wiedzą u kogo mogą szukać odpowiedzi na swoje wątpliwości w sprawach polityki rowerowej. Dlatego uważam, że powinna się tym zająć Rada Miejska.

Może po wyborach pełnomocnik nie będzie zbudzał tylu kontrowersji?
Tak, to moja wina. Gdybym się nieco wcześniej wziął za ten projekt, np. jeszcze w czerwcu to nie byłoby takiej awantury na sesji 22 września.

Czy 15% przemieszczeń w mieście realizowanych na rowerach to realny wskaźnik na 2020 rok? Co zrobić by go osiągnąć?
Tak, to jest realne w Łodzi, ale tylko pod jednym warunkiem. Bo można budować kolejne drogi rowerowe, można mówić o transporcie rowerowym, można budować kontrapasy, można wpuszczać rowery do komunikacji publicznej, ale większości łodzian nie przekona się do przesiadania do komunikacji zbiorowej lub na rowery bez jednego warunku. Tym warunkiem jest doprowadzenie do sytuacji, że część mieszkańców stanie przed wyborem: albo jedziesz komunikacją miejską lub rowerem, albo płacisz np. 50zł za wjazd do centrum. Tylko przy takim mechanizmie możemy osiągnąć ten wskaźnik.

Czy jest Pan za ograniczeniem ruchu samochodowego w centrum?
Tak, jestem. Ale przy jednym zastrzeżeniu, że będą miejsca poza centrum gdzie będzie można zaparkować samochód aby przesiąść się do komunikacji publicznej. Dalej powinny już być bramki do automatycznego naliczania winiet.

Co Pan uważa o możliwości przewożenia rowerów w komunikacji miejskiej? 
Czemu miałoby służyć takie rozwiązanie? Bo jeśli po to, aby przewieźć rower z miejsca zamieszkania do jakiegoś lasu lub parku aby tam pojeździć rekreacyjnie to w porządku. Natomiast zastanawiam się nad tym, czy umożliwienie przewozu rowerów komunikacją miejską, po np. wspomnianej niebezpiecznej ul. Zgierskiej nie odebrałoby presji do wybudowania tam porządnej infrastruktury rowerowej. Inna sprawa kiedy komunikację miejską traktujemy jako awaryjny środek transportu roweru - podczas załamania się pogody lub usterki roweru. Tylko wtedy trzeba się zastanowić gdzie ten rower przewozić w tramwaju lub autobusie.

Rozmawiał Hubert Barański 5 listopada 2010