Zeszło mi trochę z napisaniem tego tekstu, bo z jednej strony chciałem się podzielić swoimi spostrzeżeniami na temat użytkowania roweru cargo, no ale z drugie strony Ameryki nie odkrywam.
Ostatecznie jednak stwierdziłem, że podzielenie się (i przeczytanie po raz kolejny podobnego tekstu o rowerach cargo) być może nakłoni czytelnika do wątpliwości/refleksji: może faktycznie coś w tych
rowerach jest? Wątpliwości, które być może uruchomią pewien proces.

Rok z hakiem minął odkąd zacząłem użytkować rower cargo marki Urban Arrow. Generalnie z rowerem cargo miałem już do czynienia wcześniej (zakupiłem i przywiozłem taki rower z Holandii w 2012 roku), więc nie sądziłem że kolejny rower cargo może mnie czymś zaskoczyć. A jednak!

Cisza, to pierwsze fantastyczne dla mnie odczucie podczas jazdy. Kolejnym była niesamowita lekkość prowadzenia nawet przy pełnym załadunku. Tak, po pierwszych kilometrach stwierdziłem że rower cargo z silnikiem elektrycznym to po prostu rewolucja! Dziś nadal tak uważam. Większe zastosowanie w warsztacie ma wiertarka elektryczna niż wiertarka ręczna, o komforcie używania nie wspominając, ale przekonasz się o tym dopiero gdy spróbujesz wywiercić otwór w ścianie jedną i drugą :) . Dokładnie tak było w moim przypadku. Rower cargo to narzędzie pracy od samych początków mojej firmy (Mobilna kawiarnia rowerowa Pan Rowerski, start 2013 r). Dotychczas użytkowałem swój stary rower cargo biorąc pod uwagę zasięg. Zasięg moich nóg oczywiście, którymi musiałem całą tę masę zaopatrzenia (mleko,woda,kawa itp.) napędzać. Bez bicia przyznaję, że czasem odpuszczałem, a pomysł żeby zrobić spore zaopatrzenie (100 kg) w markecie jadąc po nie rowerem, nawet nie zaświtał w mojej głowie. Dziś jest inaczej. Dziś nie wybieram punktów do których w moim przypadku byłby sens pojechać rowerem cargo, resztę objeżdżając autem...

RowerskiCargo1

Po 7.07.2021 zmieniła się perspektywa. Korzystając ze swojego elektrycznego cargo jestem w stanie załatwić wszystkie swoje codzienne sprawy nie korzystając z auta. Jakie to sprawy? Chyba zwyczajne, w większości takie same jak wasze: zawiezienie dzieci do przedszkola/szkoły, zrobienie zakupów, wizyta u lekarza, wizyta w urzędzie, odbiór dzieci i zawiezienie ich na basen, piłkę czy inne zajęcia dodatkowe, odbiór paczki z paczkomatu, wizyta w markecie budowlanym, przymierzyć/zwrócić/kupić buty albo inne ciuchy w sklepie/galerii. W moim przypadku dochodzi jeszcze dłuższa lub krótsza lista spraw firmowych. Tyle.

RowerskiCargo2

Dorzucam teraz kilka liczb:

  • całkowity przejechany dystans przez równy rok : 3181 km
  • zużyty prąd do ładowania baterii przez rok: 33,85 kWh
  • koszt ładowania baterii przez rok (przyjmując stawkę 0,80 gr/kWh): 27,08 zł
  • dla porównania koszt przejechania autem w mieście tego samego dystansu [przyjmując: 7l/100 km, cena benzyny 5,80]: 1.291,- zł
  • całkowity przewieziony "tonaż"...strzelajcie :)

Wygląda to naprawdę dobrze, prawda? Dużo spraw mogłem ogarnąć bez auta, nie martwiąc się brakiem miejsc parkingowych i opłatą za ów parking, była okazja do ruchu, no i koszty "tankowania" roweru niskie. I jeszcze jedno, dzięki elektrycznemu wspomaganiu nie jestem zmęczony i nie dycham przed okienkiem w urzędzie/na poczcie. W mojej ocenie największą barierą do tego by takie rowery stały się częstym widokiem na naszych
ulicach jest na razie jego cena. Zakup nowego roweru cargo z silnikiem elektrycznym może być sporym wydatkiem, nawet porównywalnym do używanego, kilkunastoletniego dobrej klasy auta. 

RowerskiCargo3

Wszystko jednak z czasem tanieje. Już dziś na znanych portalach internetowych można kupić taki rower ze wspomaganiem czy bez. Jest też z czego wybierać. Podsumowując, mój Urban Arrow ma jak wszystko co stworzone ludzką ręką swoje defekty i pewne niedociągnięcia. Jednak zakres możliwości jego wykorzystania w codziennym życiu pozwala mi na nie spojrzeć z pewną wyrozumiałością. Uważam, że rower cargo ze wspomaganiem elektrycznym to prawdziwa rewolucja w funkcjonowaniu w mieście, w funkcjonowaniu rodziny(np. w moim przypadku). Taki rower może być doskonałym uzupełnieniem potrzeb komunikacyjnych( np. rowerem cargo po mieście, samochodem za miasto/na wakacje). Już na sam koniec dodam że z prywatnego samochodu zrezygnowałem, sprzedałem go, ale bynajmniej nie zostałem "autoascetą". Żona ma swoje małe autko, z którego też zdarza mi się korzystać. Nie mniej straciłem potrzebę posiadania środka transportu do przemieszczania się po mieście jakim jest samochód. Póki co na miasto w zupełności wystarcza mi moja "wiertarka elektryczna" :)

 Krzysztof Cłapiński