Zur Navigation | Zum Inhalt
FVCML0208 10
Rowerzysta pod kołami koparki PDF Drukuj Email
środa, 16 maja 2001 21:57

Rowerzysta został przejechany w centrum Łodzi kołami koparki. Czy to zdarzenie stanie się impulsem do działania i przestrogą?

 

Nic nie zauważył
- Wszystko wskazuje na to, że rowerzysta jechał prawym pasem al. Piłsudskiego - opowiadają policjanci. W pewnym momencie najechała na niego potężna koparka. Jej kierowca nic nie zauważył. Przejechał mężczyznę, a rower, który wkręcił mu się w koło ciągnął jeszcze ok. 200 metrów. Dopiero tam zatrzymali go funkcjonariusze policji kryminalnej. - Widzieli, że maszyna w prawym kole taszczy fragmenty roweru, które sypały się po drodze - opowiada później młodszy aspirant Romuald Stępień z łódzkiej drogówki.

W miejscu tragedii, tuż obok parkingu multikina, w kałuży krwi leżał człowiek. W czarnej kurtce, dżinsach. Nie żył. Po drodze rozsypane były części jego garderoby i roweru. Wokół zbierał się tłum gapiów. Policjanci zamknęli ruch na dwóch pasach jezdni i wstępnie przesłuchali kierowcę koparki. Starszy mężczyzna w okularach siedział w radiowozie jakby nieobecny. Był w szoku.

Funkcjonariusze sprawdzili, że był trzeźwy. Teraz próbują ustalić okoliczności zdarzenia, szukają świadków.

- O winie nie możemy na razie mówić, ale są trzy wersje zdarzenia - mówi nadkomisarz Tomasz Klimczak z łódzkiej policji. - Pierwsza, to że bezpieczeństwa nie zachował rowerzysta. Może zjechał nagle z chodnika, albo wyjechał z parkingu. Druga, że na jadącego prawidłowo rowerzystę najechał kierowca koparki. I wreszcie trzecia wersja, że obaj jechali prawidłowo, ale koleina czy inna nierówność na drodze sprawiła, że rowerzysta zachwiał się i wpadł pod koparkę. To tzw. bezpośrednie przyczyny wypadku. Ale czy nie można było go uniknąć?

Szczególna ostrożność
Pojazd, który najechał na rowerzystę, to potężna koparka zajmująca całą szerokość pasa jezdni. Łyżka zawieszona jest z boku, tak że zasłania trzy czwarte okna wysoko usytuowanej szoferki. Widoczność kierowcy jest więc ograniczona do minimum. Do tego praca silnika sprawiła, że kierowca nie tylko nie zauważył, że najechał na rowerzystę, ale i nie miał szans usłyszeć ofiary.

Czy takie monstra jak koparka hitachi powinny poruszać się po ulicach Łodzi? - To jest pojazd wolnobieżny, dopuszczany do ruchu przez uzyskanie OC od towarzystwa ubezpieczeniowego - definiują policjanci z drogówki. - Oczywiście musi mieć odpowiednie wyposażenie, ale nie obowiązują go szczególne przepisy w poruszaniu się po drogach. Może poza jednym: kierowca powinien zachować szczególną ostrożność.

Śródmieście dla samochodów
Jazda rowerzystów po ulicach Łodzi od lat jest tematem kontrowersyjnym. - Główne ulice miasta to najniebezpieczniejsze miejsca do jazdy na rowerze - mówi Bartosz Malinowski z Obywatelskiego Ruchu Ekologicznego. - To dlatego kilka tygodni temu zaproponowaliśmy wymalowanie na chodnikach przy najruchliwszych drogach ścieżek rowerowych bez ich specjalnego budowania. Tak się robi na całym świecie.

Pomysł się nie przyjął. Urzędnicy w wydziale dróg pozostają nieugięci. - Po co komu ścieżki w centrum Łodzi - usłyszeliśmy w UMŁ. - Są drogi dla rowerów w Łagiewnikach i okolicach. A w śródmieściu? Tylko smród i spaliny. Jak już ktoś musi, może jeździć po chodnikach.

- To niemożliwe, kiedy jeździ się często i szybko - mówi Daniel Szulc, rozwożący rowerem pizzę. - Kiedy wyjeżdżam na ulicę, to drżę. Kierowcy dużych samochodów jeżdżą jak szaleni i bardzo blisko krawężników. A łódzkie ulice są w takim stanie, że nie można po nich jechać bezpiecznie, bez omijania dziur i kolein.

Uciekajmy!
Czy rowerzyści w ogóle powinni jeździć po trasach szybkiego ruchu, które otaczają i przecinają centrum Łodzi? - Nie ma co liczyć na zmianę przepisów i wyprowadzenie z miast niebezpiecznych pojazdów - uważa Tomasz Kielecki ze stowarzyszenia cyklistów. - Tym bardziej na szybkie wybudowanie ścieżek rowerowych.

Pozostają środki pośrednie. - Rowerzyści muszą jeździć rozważniej - apeluje aspirant Jacek Czekalski z policji drogowej. - Kierowcy jeżdżą źle, ale rowerzyści jeszcze gorzej. Nie liczą się z przepisami, ryzykują wjeżdżaniem między samochody na wielkich drogach tranzytowych. Tam aż roi się od kolein, nawierzchnie są dziurawe. Przypominam, wszędzie tam, gdzie dopuszczalna prędkość przekracza 60 km/h rowerzyści mogą i powinni jeździć chodnikami. Są dużo mniejszym zagrożeniem dla przechodniów niż samochody dla nich na ulicach. Można wreszcie korzystać z mniejszych, mniej ruchliwych ulic.

Źródło: Gazeta Wyborcza Jacek Grabarski